niedziela, 8 listopada 2015

Apulia - cudne Gargano, w poszukiwaniu wraku

Ostroga włoskiego buta to półwysep Gargano, raj dla turystów, miłośników morza, plaż i przyrody. 
Z Mattinaty malownicza litoranea zaprowadzi nas do położonego na białym klifie Vieste. Po drodze stare wieże strzegące wybrzeża, ciekawe twory skalne wyrzeźbione przez morze (Arco San Felice). Vieste przywita nas złocistą plażą i białym skalnym słupem wystającym z morza, tuż przy klifie na którym rozsiadło się stare miasto. To Pizzomunno. Bardzo widokowe.
                                            
W mieście jest bardzo dużo miejsc noclegowych, można znaleźć coś w korzystnej cenie, niedaleko starówki. Mieszkałyśmy ostatnio w hotelu Lido, tuż niedaleko Pizzomunno i wejścia na stare  miasto. Trochę można się zasapać wspinając w stronę zamku. Całe miasto to wędrówka w górę i w dół, białe wąskie uliczki, schody. I z każdej strony morze, bo Vieste leży na wąskim cyplu wcinającym się w morze. Mnóstwo restauracji, trattorii, barów, kawiarni w których można dobrze zjeść. Gdybym lubiła też plażowanie to mogłabym spędzić tu kilka dni. Złociste plaże przyciągają tłumy turystów na cały półwysep. Urocze miasteczka, w których przyjemnie można spędzić czas.
Vieste





Z Vieste droga wiedzie do Peschici. Bardzo malownicza droga, z widokiem na turkusowe morze, wieże strzegące wybrzeża.




Peschici to urokliwe miasto na wysokim brzegu. Niżej, przy szerokiej piaszczystej plaży mnóstwo hoteli i innych miejsc gdzie można się zatrzymać. Zamek, białe uliczki, niebieskie drzwi, kwiaty i co chwila widok na morze we wszelkich odcieniach turkusu. Koniecznie trzeba pójść do ristorante "Grotta delle Rondini" (Grota Jaskółek). Położona jest nad samym morzem i znajduje się w naturalnych grotach klifu, na którym w górze położone jest stare miasto. Ma wielki taras z widokiem na morze. Można tu zjeść wyśmienicie, oczywiście wszystko co daje morze.
 
                   


                 

                         

Jadąc dalej wzdłuż wybrzeża mija się campingi, villaggio turistico, hotele, pensjonaty,restauracje, bary - wielkie zaplecze turystyczne. Tutaj wszystko jest pod kątem turystów. Najpierw droga wije się wśród lasów z otwierającym się co chwilę widokiem na zatoki z piaszczystą plażą. Gdy przed San Menaio dochodzi do morza to już dłuższy czas wiedzie tuż przy plaży. Aż do Rodi Garganico.
Rodi Garganico
W Rodi droga SS 89 Garganica odchodzi w głąb lądu. Jeżeli chce się jechać nad morzem, to na końcu miasta trzeba kierować się w prawo na Lido del Sole, Foce Varano.
Właśnie tak zrobiłam chcąc przejechać pomiędzy morzem a Lago di Varano.
Las i ośrodki wypoczynkowe wszelkiej maści. Nic szczególnego. Więc skręciłam w lewo w stronę jeziora. O wiele ładniej, wąską drogą, tuż przy brzegu. Jakość drogi w wielu miejscach pozostawiała wiele do życzenia, czasami brakowało asfaltu, ale przecież nie pojechałam na wyścigi, tylko żeby podziwiać widoki. 
Lago di Varano
Większe oczekiwania wiązałyśmy z drugim jeziorem - Lago di Lesina. Kiedyś na zdjęciach w Panoramio zobaczyłam, że  na brzegu morza, na przesmyku pomiędzy jeziorem a morzem leży od wielu lat wrak statku Eden V, który w dość tajemniczych okolicznościach tutaj zatonął. Miałam od dawna ochotę go zobaczyć. Frachtowiec zatonął w 1988 r i ponoć na jego pokładzie znaleziono 123 beczki z 2 tonami materiałów radioaktywnych. Statek bez bandery, bez załogi, bez jakichkolwiek dokumentów. Nigdy nie udało się ustalić ani właściciela, ani skąd i dokąd płynął. Ruszyłyśmy więc w poszukiwaniu wraku. Objechałyśmy jezioro, podziwiając okolicę i pasące się bardzo rogate bydło.
Lago di Lesina
Za kanałem idącym w stronę morza asfalt się skończył. Zanurkowałyśmy w makię. Makia śródziemnomorska to wiecznie zielone zarośla ze skarlałych drzew i krzewów, raczej kolczastych. Polna piaszczysta droga zagłębiała się coraz bardziej w zarośla, pomykały czarne węże. Patrzyłam na ten teren z góry na mapie w google earth, ale w naturze wyglądało to zupełnie obco. Wiedziałam tylko że powinnam skręcić po około 2 km w lewo w stronę morza. Skręciłam. Nic nie widać, dróżka wije się wśród kolczastych krzaków. Zatrzymać się? Zawrócić? A może do plaży jeszcze daleko. Za tą górką. Niestety górka okazała się wydmą i samochód stanął, a raczej położył się na piachu. Podjęłyśmy próbę wydobycia się. Poszłyśmy na plażę - jakieś 100 m w głębokim, pięknym złocistym piachu. Resztki statku były niedaleko, ale już zupełne resztki, morze dokonało dzieła. Jeszcze 2-3 lata temu widać było wyraźnie część kadłuba.
Resztki wraku Eden V
Nazbierałyśmy desek i wszystkiego co nadawało się do kopania i podłożenia pod koła. Prawie południe, upał 30 stopni. Trzeba było podkopać pod brzuchem samochodu, żeby nie leżał na piachu, ale nie było gdzie na boki wysypywać piasku, bo Ibiza siedziała w dołku. Każda próba ruszenia kończyła się niepowodzeniem. W górze zaczęły krążyć drapieżne ptaki. Czują padlinę. 
Dobrze że był zasięg. Więc telefon do Allianzu, mam assistance. Pan w Warszawie przyjmujący zgłoszenie, zaraz otworzył mapy google. Wytłumaczyłam mu gdzie jestem. Niedługo do mnie zadzwonią. Za chwilę zadzwonili z Allianzu w Mediolanie. Wytłumaczyłam znowu gdzie jestem. Mamy czekać spokojnie, za trzy kwadranse przyjadą po nas z Lesiny, najbliżej położonego miasteczka. Szczęście że było to przed sjestą, bo inaczej byśmy musiały czekać do popołudnia.

Trwało trochę dłużej, bo naprawdę trudno było nas znaleźć. Zadzwonili z Lesiny, że już jedzie traktor. Znowu dokładnie opisałam. Przy drodze do relitto, czyli wraku. To przecież największa atrakcja okolicy. Ale chyba nie bardzo wiedzieli, bo z godzinę nas szukali. Ale rozumiem, że nikt z miejscowych nie będzie błądził w zaroślach, żeby zobaczyć kupę starej blachy. Chciałam podać namiary GPS, ale w traktorze nie było GPS.
W międzyczasie wkręciłam hak. Przyjechali, zaczepili linkę i pociągnęli samochód kilka metrów do tyłu, gdzie można było na twardym zawrócić. Dwóch miłych młodych ludzi, bardzo chyba ubawionych sytuacją. Podziękowałam, bo powiedzieli, że wszystko załatwione. I pojechałyśmy dalej. Do Santo Stefano di Sessanio. 
Po tej przygodzie jedno wiem - że za nic nie zmienię ubezpieczyciela. Allianz działa perfekcyjnie.Skoro znaleźli nas na tym odludziu w makii, to wiem że mogę czuć się ubezpieczona od wszystkich kłopotów.

środa, 28 października 2015

Apulia, od Trani w stronę Gargano

Stolica Apulii, Bari ma ładną starówkę i piękne lungomare, ale nigdy nie spędziłam tam więcej niż kilka godzin. Pospacerować uliczkami, zajrzeć do katedry, do zamku, popatrzeć z lungomare na morze i port. I dalej do pięknego Trani. 
Ale najpierw trzeba zboczyć do słynnego Castel del Monte.   Oktagonalnego zamku na wzgórzu, wzniesionego przez Fryderyka II (wnuka Fryderyka I Barbarossy) w połowie XIII wieku. Jest on uznawany za jeden z najpiękniejszych zamków i znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Fryderyk II najprawdopodobniej nie dożył zakończenia budowy, a nawet do zamku nie przyjechał. Zajęty panowaniem w Cesarstwie Rzymskim, na Sycylii, a po wyprawie krzyżowej również w Jerozolimie. Wybitny władca, dzięki któremu królestwo niemieckie w pełni zasługiwało na miano Cesarstwa Rzymskiego. Europa w jego czasie przeżywała rozkwit. Sarkofag Fryderyka II znajduje się w katedrze w Palermo.
Jedziemy SS 170 z Andrii na południe. Zamek stoi na wzgórzu wysokim na ponad 500 m npm, w pustej okolicy, jest więc widoczny z dużej odległości. Odrestaurowany w II połowie ubiegłego wieku stanowi niekwestionowaną atrakcję turystyczną Apulii. Nie radzę jechać do zamku w weekend. Gdy wybrałam się tam, po raz drugi, w maju tego roku, nie udało mi się nawet wjechać na parking, taka była kolejka. Nie lubię ścisku więc zrezygnowałam. Samochód zostawia się u stóp wzgórza na parkingu skąd autobus (navetta) zawozi na górę do zamku. Bilet wstępu kosztuje 5 €  a godzina parkowania 1,5 euro. Co 20 minut kursuje navetta, za 1 euro. 
Raczej nie polecam pieszego spaceru pod górę. Zamek można zwiedzać od 10:15 do 19:45.
Ponieważ centrum Trani jest plątaniną jednokierunkowych uliczek najlepiej wjechać jest do miasta od południa, Lungomare Colombo.  Wtedy najłatwiej jest dotrzeć do wszystkich atrakcji. Jadąc jednak od Castel del Monte, czyli od Adrii, na obrzeżu miasta, po przejechaniu pod autostradą trzeba na najbliższym rondzie skręcić w prawo, kierunek Porto. Na następnym rondzie w lewo, kierunek Centro. Po przejechaniu ponad torami na najbliższym dużym skrzyżowaniu w prawo, kierunek Bari, Biscelgie. I ta ulica - Corso Matteo Renato Imbriani - najpierw prosto a potem łukiem w lewo doprowadzi nad morze. Pojawią się drogowskazy Lungomare, Porto. Później  w lewo wzdłuż morza, w kierunku miasta. Po prawej stronie będzie Villa Comunale, ładny park nad samym morzem, skąd rozpościera się piękny widok na malowniczy port i starówkę z przepiękną katedrą. Katedra ma niesamowite położenie. Na ogół włoskie duomo wtłoczone są między domy starówki. Ta katedra stoi nad samym morzem, w zasadzie tylko z jednej strony są blisko domy. A niedaleko za nią castello. Koniecznie trzeba z terenu parku popatrzeć na miasto. 

Później, bulwarem wzdłuż gwarnego portu trzeba objechać zatokę i zaparkować przy starówce. Przejść cienistymi wąskimi uliczkami w kierunku katedry. Jest zachwycająca na błękitnym tle nieba i turkusowym morza.






Obok znajduje się piękny zamek z jasnego kamienia. Zbudowany w XIII w przez Fryderyka II, tego samego dla którego powstał Castel del Monte. Zamek zbudowany jest na planie czworokąta, z wieżami, jeden z jego boków obmywają morskie fale. Zmieniali się władcy, zmieniał się zamek. Od połowy XIX wieku przez kilkadziesiąt lat był nawet więzieniem. Obecnie, odrestaurowany, przyciąga turystów, Można go zwiedzać od 8:30 do 19:30. Bilet normalny kosztuje 3 €, ulgowy 1,5 €, w pierwszą niedzielę miesiąca wstęp jest wolny.
Castello Svevo w Trani
Podobno w Trani jest najwęższa uliczka w Italii, ale nie udało mi się jej znaleźć podczas moich dwóch pobytów. Przeczytałam o tym w jakimś przewodniku. Ale chyba nie była to prawda. Niektórzy twierdzą, że najwęższa uliczka znajduje się też w Apulii, w miasteczku Lucera, nazywa się Vico Ciacianella i ma 45 cm szerokości. Jak ktoś o niej nie wie, to nie zauważy. Przejeżdżałam przez Lucerę, ale nie wiedziałam, że jest tam uliczka uznawana za najwęższą,  nie tylko  we Włoszech, ale i w Europie. Jednak wiele włoskich miast chwali się najwęższymi uliczkami.
W Ripatransone, w prowincji Ascoli Piceno, jest przesmyk o 2 cm węższy, co obwieszcza stosowna tabliczka. W San Giorgio Morgeto (Aspromonte) są dumni z uliczki o szerokości 40 cm, nazywa się Il Passetto del Re. W Santa Caterina dello Jonio (Kalabria, prowincja Catanzaro) zaułek ma tylko 36 cm. I pewno tę listę by można ciągnąć w nieskończoność. Różne źródła podają różne szerokości tych samych uliczek. Bywałam w takich wąskich przesmykach, ale nie wpadłam na pomysł, żeby wyjąć centymetr i zmierzyć...
Z Trani jedziemy drogą SS 16, zwaną Adriatica. Jest to najdłuższa z włoskich dróg krajowych. Prowadzi od prawie samego końca obcasa - od Otranto - wzdłuż wybrzeża na północ. W pobliżu Rawenny oddala się od morza Adriatyckiego i kończy bieg w Padwie. Jadąc wzdłuż tej drogi można zwiedzić kilkanaście ciekawych i pięknych miast - Padwę, Rovigo, Ferrarę, Rawennę, Rimini, Pesaro, Anconę, Pescarę, Foggię, Barlettę, Trani, Bari, Brindisi, Lecce, Otranto. To tylko te ważniejsze. Trzeba by co najmniej tydzień, żeby do wszystkich wstąpić. Taka trasa byłaby w sam raz dla mojej przyjaciółki Zosi, która ze względu na lęk wysokości źle znosi moje ukochane wysokogórskie drogi. 
Gdy minie się Barlettę trzeba pojechać w kierunku Santa Margherita di Savoia, gdzie znajdują się wielkie saliny. Niedaleko za Santa Margherita, koło hałd soli można skręcić w lewo i przeciąć saliny w poprzek. Stąd widać dobrze ich rozległość.

Stamtąd można jechać do San Giovanni Rotondo. Można też wybrać drogę na mierzei pomiędzy salinami a morzem i dojechać nią do Manfredonii a stamtąd do Ojca Pio. Ale żadna z dróg na tym terenie nie dostarcza atrakcyjnych widoków. trzeba jak najszybciej pojechać w stronę gór na półwyspie Gargano. To piękne miejsce.










Droga do Vieste,  SS 89 Garganica, jest niezwykle malownicza. Z jednej strony poszarpane,wysokie wybrzeże, niesamowity błękit morza. Z drugiej górzyste wnętrze półwyspu. Droga staje się kręta, widoki coraz piękniejsze. Trzeba cały czas wybierać drogę jak najbliżej morza. Szczególnie trzeba uważać przed Mattinatą. Niedaleko za wyjazdem z tunelu (bo zapewne nim przejedziemy,  tak pokierują nas drogowskazy) jest duży rozjazd. Nie należy kierować się w lewo na Vieste, bo wtedy po widokach, będziemy jak kret w tunelach. Szybko, ale mało widokowo. Wybieramy odjazd w prawo - kierunek Mattinata, litoranea. Litoranea to nadmorska droga i tam musimy się znaleźć. To co na zdjęciach powyżej to właśnie stamtąd. Chyba warto. Są miejsca w których można się zatrzymać, nacieszyć oszałamiającym widokiem, zrobić zdjęcia.
W następnym poście dalej wzdłuż morza.