Google+ Followers

czwartek, 18 grudnia 2014

Kalabria - do Diamante

Za Marateą  droga powoli schodzi niżej, ale zanim dotrze na poziom morza minie sporo kilometrów. Do tego czasu czeka nas jeszcze mnóstwo wspaniałych widoków. W Castrocucco, na rzece Noce, kończy się Bazylikata, wjeżdżamy do Kalabrii. Jestem wielką wielbicielką tego regionu. Mniej znany, mniej nawiedzany przez turystów, obfituje w piękne plaże, urokliwe miasteczka, przepiękne góry (Sila, Aspromonte) i jeziora.
Na razie jedziemy wzdłuż morza Tyrreńskiego drogą krajową 18, zwaną Tirrenia Inferiore (Neapol-Reggio Calabria, 535 km długości). Wybrzeże jest skaliste, małe plaże w zatoczkach mają ciemny piasek. Do złocistych plaż jeszcze kawałek drogi. Skaliste jęzory wchodzą w morze, co czyni wybrzeże bardzo malowniczym. W Tortora Marina, Praia a Mare, San Nicola Arcella plaże są już rozległe, w sezonie oblegane.
Gdy mijamy Praia a Mare pojawia się piękny widok na Isola di Dino.
 Była na niej kiedyś świątynia Venery, a nazwa wyspy prawdopodobnie pochodzi od greckiego dino czyli odmęt, topiel, sztorm. Ta leżąca bardzo blisko lądu wyspa o powierzchni 50 hektarów jest pełna pięknych grot, w niektorych są stalagmity a wszędzie bogata podwodna fauna i flora. Najładniejsza jest Grotta Azzura, przypominająca tę najsłynniejszą na Capri. Najciekawsza grota Gargiulo jest położona 18 m pod powierzchnią morza, i dostępna jest tylko dla najbardziej doświadczonych nurków.
Na wyspę można popłynąć, z plaży Fiuzzi w San Nicola Arcella, łodzią motorową. Można zwiedzić łodzią groty, wejść do położonej na najwyższym punkcie na zachodzie wyspy wieży normańskiej, zbudowanej w XV wieku jako obserwacyjna. A na wschodzie wyspy do pomnika poświęconego Madonna della Grotta, skąd roztacza się fantastyczny widok. Na wyspie jest droga wiodąca w górę, do wynajmowanych turystom bungalowów - białych trulli, podobnych jak w Alberobello. Jest też bar i restauracja. W 1962 r prywatna firma kupiła wyspę za 50 mln lirów, aby rozwijać na niej turystykę.
Dla grup liczących przynajmniej 20 osób organizowane są codziennie 2 wycieczki piesze - jedna rano o 10.30 i druga po południu o 16.30. Wyjazd z Capo Arena. Wycieczka trwa około 2,5 godziny.
W Praia a Mare warto zwiedzić Sanktuarium Madonna della Grotta. W trzeciej jaskini znajduje się statua Madonny della Grotta, z którą wiąże się wiele legend. Sanktuarium położone jest w górze, więc  widok  stamtąd rozciąga się szeroki i piękny, na malownicze wybrzeże, Isola di Dino, zatokę Policastro.
Przy małej piaszczystej (piasek jasny) plaży w San Nicola Arcella jest piękny łuk skalny - Arco Magno. Widok niezapomniany. To wybrzeże obfituje w ciekawe formy skalne.
Warto w Praia a Mare zjechać na drogę SP 1 (strada provinciale) idącą blisko morza. Z niej widać jeszcze lepiej całe piękno tego odcinka wybrzeża. Z SS 18 trzeba skręcić w prawo, gdy pojawią się tabliczki: Praia a Mare, loc. Foresta, przed wiaduktem. SP 1 wije się malowniczo, odchodząc i przychodząc do morza. W górze pojawia się ciągle bardzo wysoka estakada, po której biegnie SS 18, Tirrenia. Trzeba przejechać przez San Nicola Arcella, które z drogi nie wygląda atrakcyjnie. Dopiero za miastem SP 1 wraca na Tirrenię. Można tam wrócić jeszcze przed San Nicola, ale jest to zupełnie nieoznakowane. 
Nowe części wszystkich tych miasteczek są strasznie bałaganiarskie pod względem architektonicznym. Jeden dom od Sasa, drugi od Lasa. Coś takiego jak planowanie przestrzenne zapewne tu nie istnieje. Dlatego wolę starówki, które choć odrapane mają duży urok. Gdyby jeszcze nie szpeciły ich wszechobecne kable ciągnięte byle jak po wierzchu. Ale coż, gdy budowano te domy nikt nie przypuszczał nawet, że będzie prąd elektryczny... A odbiorcy prądu nie wysilili się, żeby kable ukryć. Na szczęście wszędzie widać kwitnące oleandry, bugenwilie, całe te środziemnomorskie roślinne bogactwo.
Od San Nicola Arcella droga biegnie już tylko trochę wyżej od poziomu morza. Góry odsunęły się od morza. Ale ciągle można liczyć na ładne widoki. Pojawia się Scalea z centro storico na szczycie wzgórza. Ładne miasteczko - myślę o starej części. Są też ruiny zamku na górze , skąd rozciągają się wspaniałe widoki. Torre Talao i piękne wybrzeże, gdzie można znaleźć zarówno piasek jak i niesamowicie malownicze skały i groty. Tu warto się zatrzymać.
Dalej na południe jedzie się wzdłuż morza, robi się zupełnie płasko. Ten odcinek nie jest specjalnie widokowy. Zajrzałam na nieodległą plażę - szeroka, piaszczysta, ale piasek ciemny, wulkaniczny. Musi parzyć gdy nagrzeje go słońce.
Marina di Santa Maria del Cedro, Cirella, hotele, pensjonaty, kempingi, restauracje, kawiarnie, bary i w sezonie tłumy turystów. W weekendy, też  jest trochę tłoczniej. Tutaj sezon to przede wszystkim lipiec i sierpień. Wtedy wszyscy jadą al mare. Ja wolę przełom maja i czerwca.
Warto przybliżyć się do morza. Opuszczamy Tirrenię drugim zjazdem do miasteczka Cirella. Za chwilę będzie widoczna druga kalabryjska wyspa, a raczej wysepka, Isola di Cirella. Widać ją dopóki teren jest niezabudowany, ale już domy Cucco- Riviere ją zasłonią. Więc zdjęcia najlepiej zrobić zaraz po zjechaniu z SS18.
Wysepka jest nieduża, pełna grot i malowniczych skał, zwieńczona dobrze zachowanymi ruinami XVI-wiecznej wieży i fortyfikacji wzniesionych przez mieszkańców Cirelli przeciwko tureckim piratom. Wspaniałe okazy fauny i flory.
Jeżeli zaraz za skrzyżowaniem, na którym opuszczamy SS18, skręci się w prawo (są kierunkowskazy, brązowe) to niedaleko można obejrzeć ciekawe ruiny starożytnej Cirelli. Widać je wcześniej z drogi SS18 na wysokim, najbliższym drodze wzgórzu. W pobliżu ruin wybudowano piękny amfiteatr - Teatro dei Ruderi Cirella - gdzie odbywają się koncerty, występy artystyczne, przedstawienia teatralne, seanse filmowe. A z tamtego miejsca roztacza się przepiękny widok na morze i na wysepkę.
Jeszcze kilka kilometrów i docieramy do Diamante, miasta murali.
Diamante jest główną miejscowością Riviera dei Cedri. Włoskie cedro (inaczej cytron) to owoc przypominający ogromną cytrynę, z bardzo grubą warstwą białej gąbczastej skórki. Są okazy które dorastają do 2-3 kg. Przeciętne ważą około 350 g. Pięknie pachnie (mieszanka grejfruta i cytryny) i dlatego jest składnikiem wielu perfum.
Cytryny i cedri
Miejscowym wytworem jest likier cedrowy, na bazie wywaru z kory. Arcysmaczna jest kandyzowana skórka, ale największy przysmak z cedro to panicilli. W liście cedrowe zawija się podsuszone winogrona (ok.20 szt) odmiany zibibbo (bardzo duże i słodkie) wraz z kandyzowaną cedrową skórką. Zawiniątka przewiązane roślinnym łykiem wkłada się do średnio nagrzanego pieca na godzinę. Właśnie o tej porze roku robi się panicilli, są popularne szczególnie w okresie Bożego Narodzenia.
Diamante to Kalabria, a Kalabria to wszechobecne peperoncino. Na początku września w Diamante odbywa się Festival del Peperoncino. Pierwszy był w 1992 roku, w pięćsetną rocznicę odkrycia Ameryki, skąd peperoncino przybyło do Europy. W czasie festiwalu są oczywiście kulinaria, bo przecież peperoncino to najważniejsza przyprawa kuchni kalabryjskiej. Bardzo lubię te diabelskie papryczki, dodane z umiarem poprawiają smak potrawy, wydobywają inne smaki. Rok temu bardzo obrodziły w moim ogrodzie i stały się początkiem tradycji robienia dolce piccante, które po raz pierwszy spróbowałam w Kalabrii.

Murales to malowidła na ścianach domów. W przeciwieństwie do graffiti nie są robione po kryjomu i gdziekolwiek. Można na nie trafić w wielu włoskich miasteczkach. Najwięcej widziałam w Orgosolo na Sardynii, w Dozzy w Emilii Romanii i tutaj w Diamante.
Dzięki nim najzwyklejsze miasteczko zyskuje na urodzie i oczywiście przyciąga turystów. W Diamante malowidła na ścianach domów starówki zaczęly postawać w 1981 r i tworzyli je znani artyści.
Jest ich ponad 150, trzeba poświęcić trochę czasu na pospacerowanie wąskimi uliczkami, żeby się na nie napatrzeć. Każdy mural jest w innym stylu, są równiez napisy - wiersze, aforyzmy.

A potem z mrocznych uliczek wychodzi się na piękne lungomare. Urokliwe miasteczko.






niedziela, 30 listopada 2014

Na południe -wzdłuż morza Tyrreńskiego- wybrzeże Cilento, Sapri, Maratea

Autostrada A3 Salerno - Reggio Calabria jest bardzo malownicza, a po prowadzonych w ostatnich latach remontach i przebudowach, zrobiła się zupełnie dobra. I co najważniejsze - jest bezpłatna.
Ja jednak wolę zwykłe drogi. Oczywiście jazda nimi trwa znacznie dłużej, ale też można zobaczyć z bliska mnóstwo ciekawych miejsc.
Neapol i Salerno lepiej ominąć autostradą A 3. Pierwszy odcinek nadmorskiej drogai z Salerno na południe jest zupełnie nieciekawy - płasko, wysokie trzciny, krzaczory, kempingi i hotele, nawet morza nie widać. Dopiero od Paestum i Agropoli warto tam się skierować. Czyli zjazd Battipaglia. I od Paestum jak najbliżej morza wybrzeżem Cilento. Widoki naprawdę rewelacyjne, bo droga idzie wyżej, morze w dole. Więc najlepsze połączenie - góry i morze.
Santa Maria di Castellabate
Zatoka Policastro
Mija się ładne miejscowości wypoczynkowe - Santa Maria di Castellabate, San Nicola a Mare, Capitello, Acciaroli, Pioppi, Marina di Casal Velino, Marina di Ascea, Marina di Pisciotta, Palinuro, Marina di Camerota. Szczególnie malownicza jest droga za Palinuro do Marina di Camerota. Później odchodzi już w głąb lądu i  błękit morza znika. Nad mare droga wraca przed Policastro Bussentino. Plaże są na ogół piaszczyste, miejscowości ukwiecone, pełne wszelkich atrakcji turystycznych. Jak ktoś lubi plażować, to znajdzie tu idealne warunki.
Sapri - miasteczko nad zatoką Policastro, to ostatnia nadmorska atrakcja na południu Kampanii. Tu kończy się Cilento.
Plaża jest szeroka, z ciemniejszym piaskiem i mnóstwem kamieni wyszlifowanych przez wodę. Ilekroć tam przejeżdżam, a zdarza sie to często, wstępuję na plażę po kamienie. To już stało się zwyczajem. Miły przerywnik w podróży. Samochód w cieniu rozłożystego drzewa i spacer po plaży. Kamienie są bardzo ładne - różne odcienie szarości w jaśniejsze paski. Przypominają mi Sapri, leżą we wszystkich moich doniczkach.  
Piccola gemma del mare del Sud - czyli mały klejnot morza na Południu, tak powiedział o Sapri Cicerone. Jak wszystkie miejscowości we Włoszech ma bardzo długą historię. Turystyczne Sapri to piękny nadmorski zadrzewiony deptak, hotele wzdłuż lungomare, restauracje, bary, kawiarnie.
 Jest oczywiście centro storico, nazywane Marinella, gdzie można pospacerować wąskimi uliczkami, niektórymi nawet bez towarzystwa samochodów.
Sapri to miejsce związane z historią zjednoczenia Włoch. Na lungomare stoi pomnik upamiętniający tragicznie zakończoną wyprawę Carlo Pisacane, stronnika Garibaldiego. Chciał on zachęcić mieszkańców tych stron do walki z Burbonami.  Większość jego współtowarzyszy zginęła z rąk okolicznych chłopów uprzedzonych przez władze o przybyciu niebezpiecznych zbiegów. Reszta trafiła do więzienia, a Pisacane popełnił samobójstwo. Na wystającej z morza skale Scoglio dello Scialandro , położonej przy drodze do Maratei, znajduje się posąg "La spigolatrice di Sapri", zbieraczki kłosów, świadka tych wydarzeń. Jadąc w stronę Maratei trzeba zaparkować przy pierwszej pinii, stąd w dole, na morzu widać skałę z posągiem. Niestety nie miałam lornetki, aby zobaczyć to dokładnie.
Jeszcze dwa lata temu można było dopłynąć do Sapri statkami Metro del Mare. W sezonie działały linie łączące wszystkie porty na południe od Neapolu, aż do granicznego Sapri. Ze względów ekonomicznych linie zostały zlikwidowane. Była to niewątpliwa atrakcja turystyczna, chyba jednak zbyt mało znana skoro musiała upaść.
Za Sapri zaczyna się jeden z piękniejszych odcinków tej drogi (Strada Statale 18 czyli Tirrena Inferiore). Prowadzi po skalnej półce - wystarczająco szerokiej, żeby nie mieć dreszczy - w dole cudownie błękitne i turkusowe morze, z drugiej  strony góry. Jest sporo miejsc do zatrzymania się, można spokojnie zrobić zdjęcia, nacieszyć oczy pięknym widokiem.
I samotne pinie przy drodze.
 Droga zbliża się do miejscowości Maratea. Tutaj mamy coś bardzo atrakcyjnego. Popatrzmy w górę. W pewnym momencie na szczycie Monte San Biagio ukaże się biała monumentalna figura Christo Redentore z rozłożonymi ramionami. Jest druga na świecie co do wielkości, po Chrystusie z Rio de Janeiro. Wysoka na 22 m, a ramiona mają rozpiętość 19 m, sama twarz 3 m. Stoi na wysokości ponad 620 m n.p.m, więc z dołu wydaje się niewielka. 
Wjazd na górę jest dobrze oznakowany, a droga bardzo kręta i pnąca się w górę bardzo ostro. Kto ma lęk wysokości, to lepiej niech się tu nie zapuszcza. Szczególnie ostatni odcinek po krętej estakadzie dostarcza dużych emocji.
Trzeba jechać do końca, aż do zakazu ruchu. Parking jest spory, z pięknym widokiem. Ale to dopiero początek. Jeszcze trzeba podejść nieco w górę do Bazyliki San Biagio.
W Bazylice znajdują się relikwie San Biagio czyli świętego Błażeja. Jest on patronem Maratei i 134 innych włoskich miast. Ten żyjący w III wieku w Sebaste w Armenii  lekarz i biskup, zginął śmiercią męczeńską. Jest patronem chorujących na gardło, jak również otolaryngologów. Wzięło się to stąd, że w cudowny sposób uleczył chłopca, któremu w gardło wbiła się rybia ość i groziło mu uduszenie. Nie korzystał ze swoich umiejętności lekarskich, ale raczej z nadprzyrodzonych. Gdy w 732 r szczątki świętego płynęły statkiem z Armenii do Rzymu, z powodu burzy trzeba było przybić do brzegu, właśnie w  Maratei. Wierni zabrali relikwie i umieścili w kościele. Choć święto San Biagio wypada 3 lutego, tutaj obchodzone jest w drugą niedzielę maja, w rocznicę wylądowania statku z relikwiami. Może kiedyś na nie trafię, jak odpowiednio ułożę mój majowy wyjazd.
Na wprost kościoła stoi statua Christo Redentore. Stworzona przez florenckiego rzeźbiarza Bruno Innocentiego, ze zbrojonego betonu pomieszanego z marmurem z Carrary, figura waży 400 ton. W 2015 r planuje się uroczyste obchody 50 rocznicy jej posadowienia tutaj. Po drodze mija się mało widoczne ruiny castello.

Widok, który roztacza się z miejsca gdzie stoi Chrystus, jest niesamowicie piękny, nawet gdy pogoda nie jest zupełnie słoneczna. Wart trudów krętej drogi.
Jeżeli chce się mieć dobre zdjęcia Redentore trzeba wjechać na Monte San Biagio przed południem. Posąg stoi tyłem do morza, a więc twarzą na wschód, dlatego najlepsze oświetlenie jest rano.



sobota, 22 listopada 2014

Na południe - Certosa di San Lorenzo in Padula

Prawdziwe Włochy są już tylko na południu. Dlatego lubię zanurzyć się w boczne drogi na południe od Salerno. O Cilento, to końcówka Kampanii, już pisałam. Jeszcze zostało mi  tam trochę dróg do przejechania, trochę miejsc do opisania, więc na pewno jeszcze tam się wybiorę.
Jeżeli już dotrzemy na południowy kraniec Kampanii bezwarunkowo trzeba zwiedzić barokowy klasztor kartuzów pod wezwaniem św Wawrzyńca w Paduli
Monumentalny kompleks zajmujący powierzchnię ponad 50 tys m.kw (ponad 5 hektarów) ma największe na świecie chiostro (krużganki) o powierzchni 12 tys m.kw . otoczone 84 potężnymi kolumnami.



Wnętrze mieści przeszło 320 komnat,  jest 13 dziedzińców, 52 klatki schodowe, ponad 40 fontann, piękne ogrodyKlasztor założony został w 1306 roku przez Thomasa Sanseverino. Jego budowa trwała prawie 500 lat, w czasie których był wielokrotnie przebudowywany i rozbudowywany. W drugiej połowie XX wieku w części zabudowań klasztornych zostało utworzone Muzeum Archeologiczne.
Mnisi już tutaj nie mieszkają, można więc klasztor zwiedzać. Czynny jest cały tydzień, oprócz wtorku, od 9.00 do 19.00. Bilety normalne kosztują 4 euro, ulgowe 2 euro, za darmo wchodzą obywatele UE, którzy nie skończyli 18 lat i w wieku powyżej 65 lat .


















Trzeba się sporo nachodzić, żeby wszystko obejrzeć. Ale warto. Kościelne wnętrza są pięknie zdobione, to barok charakteryzujący się ozdobnością. Można też wejść do celi, która wcale nie jest mała - składa się z dwóch a czasami nawet trzech obszernych pomieszczeń. Zupełnie wygodnie tu się żyło mnichom.
Prowadzili produkcję rolniczą, przetwórczą. Klasztor świetnie prosperował aż do końca XVIII wieku. W 1807 r certosa została zlikwidowana a mnisi zmuszeni do jej opuszczenia. Wynieśli się zabierając zgromadzone dobra. Za kilka lat mnisi wrócili jeszcze do klasztoru, ale nie odzyskał on poprzedniej świetności. W 1866 r zakonnicy ostatecznie opuścili Padulę. Certosa stała się pomnikiem narodowym.
W czasie pierwszej wojny światowej (grande guerra jak mówią Włosi), był na terenach klasztornych obóz jeniecki, w którym przebywało 10 tys. Czechów i Słowaków. Stworzyli oni później legion walczący na północy Włoch. Również podczas II wojny byl tutaj stalag. W latach 60. rozpoczęto renowację klasztoru, podupadłego przez czas gdy stał pusty.  Klasztor odzyskał swoje imponujące piękno.

 
 Koniecznie trzeba wejść do ogromnej kuchni z wielkim piecem z kolorowych kafli, okapem, kamiennymi zlewami i stołami. To tutaj, jak głosi legenda, usmażono jajecznicę z 1000 jaj dla Karola V (XVI w) i jego gości.
Aby dojechać do klasztoru trzeba opuścić autostradę A3 zjazdem Buonabitacolo, Padula. Klasztor leży u stóp wzgórza, na którym usadowiło się miasteczko Padula - widać je ponad dachem chiostro. Jest tutaj duży parking, z którego trzeba pod górę pójść do wejścia. Ale znacznie lepiej parkuje się na ulicy biegnącej w górę, czasami uda się postawić samochód w cieniu drzew bardzo blisko bramy. Oczywiście nie w weekend i nie w sezonie.