Google+ Followers

sobota, 6 kwietnia 2013

Il Mulino Vecchio


Albergo "Il Mulino Vecchio "
Wrócę jeszcze do Roccafluvione. Nocowałam tam po raz pierwszy chyba w 2005 r. Był już wieczór gdy dotarłyśmy. Wieś wzdłuż górskiej drogi, nic tu szczególnego. Przejechałyśmy całą i żadnego hotelu "Il Mulino Vecchio" nie znalazłyśmy. Wróciłyśmy więc do restauracji "Il Ruspante" w centrum miejscowości, żeby się zapytać. Okazało się, że jest tu właściciel hotelu, restauracja należy do jego brata i razem ją prowadzą. Wytłumaczył jak dojechać do hotelu. powiedział, że wszystko jest otwarte, mamy pokój nr 7, ale jak byśmy chciały inny to możemy zmienić. A jak się rozpakujemy, to żebyśmy przyjechały tutaj na kolację. Wjazd z szosy był istotnie ukryty, później zjazd na łeb i szyję. Zakręt i zupełnie inny świat - porośnięty trawą i drzewami wielki plac, za nim głośno szemrząca rzeka, która kiedyś obracała młyńskie koło, niewielki budynek hotelu ozdobiony donicami kwiatów. Drzwi otwarte. Znalazłyśmy pokój, wniosłyśmy rzeczy i za pół godziny byłyśmy z powrotem w Il Ruspante.
Restauracja "Il Ruspante"
Była  ósma wieczorem więc goście dopiero zaczynali się schodzić. Sami mężczyźni. Zajęli długi stół przy kominku, jedli szerokie zielone strąki, pili wino i prowadzili ożywioną dyskusję. Miejscowi.
Gospodarz tylko zapytał co będziemy piły. Żadnego menu. Za chwilę na stół zaczęły wjeżdżać antipasti - półmisek pysznych wędlin domowej roboty (fatto a casa), miejscowa specjalność - smażone panierowane oliwki, oczywiście insalata mista i jeszcze inne smakołyki. Gdy przyszedł czas na dalszy ciąg, a na naszym półmisku jeszcze leżały plastry wędliny, gospodarz rozłożył nam sprawiedliwie wędlinę na talerze i zabrał pusty półmisek. Porządek musi być. Na primo były gnocchi jakich do tej pory nie jadłam, oczywiście zrobione przed chwilą w kuchni, podłużne. Już ostatni kawałek łaskotał mnie w migdałki, gdy padło pytanie co na secondo - mięso czy ryba. Udało się przekonać mistrza kuchni, że nic już się w naszych brzuchach nie zmieści. Co najwyżej drobny deser, żeby załagodzić jego zdumienie, że takie z nas niejadki. Wtedy jeszcze nie pijałam espresso wieczorem po kolacji.
Gdy przyjechałyśmy do Mulino Vecchio dwa lata temu okazało się, że nie musimy jechać do wsi, bo działała już restauracja na miejscu. Widocznie zaczął się ruch, bo i w hotelu było więcej gości. Przedtem mieszkałyśmy na ogół same.

Zwyczaj nie zamykania hotelu i nie zaczynania pobytu od sprawdzania dokumentów pozostał. Wszystkie rachunki reguluje się przed wyjazdem. Sam nocleg kosztował 50 €, za pokój dwuosobowy.
Roccafluvione jest dobrym punktem wypadowym do zwiedzania atrakcji  regionu Marche - urokliwego Ascoli Piceno, na północ Amandoli i prześlicznego Sarnano. Jadąc w stronę Piano Grande można na chwilę wstąpić do Montemonaco, Montefortino, Montegallo. Z Castelluccio piękną drogą dojeżdża się do Castelsantangelo sul Nera a dalej do ślicznego Visso i Preci (już w Umbrii). Każde miasteczko to perełka.
Miałam na tych drogach przygodę, którą wspominam z dreszczem emocji. W rejonie Montegallo zobaczyłam tablicę, że zamknięta jest droga nr jakiś tam, ale nie było ani napisane w jakim kierunku, ani nigdzie przy drodze nie stała tabliczka z numerem. Jechałyśmy w stronę Castelluccio. Niestety okazało sie, że to właśnie ta droga. zarwała się w przepaść i nie  było przejazdu. Co robić. Trafili się policjanci w radiowozie. Chętnie zajęli się dwiema blondynkami. Pokażą nam drogę. Wyjechaliśmy z miasteczka, potem w prawo, panowie zawrócili, kazali jechać prosto. Dodali coś o białej drodze. Za kilka minut przekonałam się co to znaczy. Asfalt się skończył, zastąpiła go dróżka wysypana białymi kamykami. Była szerokości mojego samochodu i pięła się po zboczu góry. Ostro się wspinała. Mogłam jechać tylko na jedynce. Mijałam jakieś domki, więc od razu pomyślałam co to będzie, jeżeli  ktoś w tym samym czasie postanowi zjechać z góry. Droga wydawała się bez końca. Nawet nie można było się zatrzymać, żeby zrobić zdjęcia. Marzyłam tylko o tym, żeby biała droga się skończyła. Wreszcie ulga. Asfalt. Pojechałyśmy w prawo i dojechałyśmy do miejsca gdzie droga się zarwała. Więc w drugą stronę. Forca di Presta (przełęcz) w chmurach i niedługo niezapomniany widok z góry na Piano Grande i Castelluccio, nad którym zaświeciło słońce.

1 komentarz:

  1. Mniam, jak tak piszesz o tym jedzeniu to robie sie glodna. Wspaniala wyprawa

    OdpowiedzUsuń