Google+ Followers

czwartek, 23 października 2014

Południowa Toskania - Maremma

Każdy kto przyjeżdża na krótko do Toskanii chce zobaczyć Florencję, Sienę, Montepulciano, Pizę. To piękne miasta, alfabet Toskanii. Warto jednak zajrzeć również na obrzeża regionu. Są ludzie zakochani w Maremmie, jak chociażby Krystyna Janda.
Nie zdążyłam jeszcze tam na dłużej dotrzeć, stale gdzieś w pędzie, więc tylko na chwilę, przejazdem, ale już trochę tego regionu poznałam. Maremma rozciąga sie wzdłuż morza poczynając od Livorno a kończy się  w okolicach Civitavecchia. Piękna przyroda, parki narodowe, zupełne odludzia, plaże ze złocistego piasku, urokliwe miasteczka, dobre jedzenie.
Najbardziej chciałabym na żywo zobaczyć maremmańskich butteri. To odpowiednik amerykańskiego kowboja. Jeżdżą na pięknych koniach półkrwi (z domieszką krwi arabskiej) cavallo maremmano, pilnują stad długorogiego bydła pasącego się na swobodzie.

Stałym atrybutem butteri są mazzarelle - haczykowato zakończone długie na około 1,5 m kije ,  wykonane z twardego derenia. Sami mówią, że to ich trzecia ręka, bo istotnie pomaga wykonać wiele czynności bez konieczności zsiadania z konia.
Konie butteri są doskonale ujeżdżone. Dlatego też biorą udział w malowniczych spektaklach chętnie oglądanych przez publiczność nie tylko na terenie Maremmy. Pokaz ujeżdżania czyli carosello, chwytanie (na lasso) i znakowanie bydła itp. Chciałabym to zobaczyć na własne oczy... W tym roku udało mi się spotkać jedynie plakat butteri.
We wrześniu byłam wreszcie w Grosseto, największym mieście Maremmy. Wielokrotnie przejeżdżałam w pobliżu, ale zawsze zabrakło czasu, żeby zajrzeć do środka. W tym roku zarezerwowałam hotel tuż obok starówki - Albergo Appennino. Niestety w stosunku do ceny jego jakość była kiepska. Główna zaleta to kilkuminutowa odległość od starówki.
       Stare miasto otoczone murami nie jest wielkie, ale ładne. Na dodatek jest tam mnóstwo miejsc, w których można smacznie, a nawet niedrogo zjeść. Niestety spokój kolacji zakłóciły mi komary. Było ich w tym roku nadzwyczaj dużo w całych Włoszech. Jeszcze nigdy nie zostałam tak pożarta jak w sympatycznej restauracji na starówce w Grosseto.
Grosseto
Niedaleko, nad morzem, jest urokliwe Castiglione della Pescaia z zamkiem na górze i starym sennym miasteczkiem. Większa część miasta leży nad morzem, ma ładne plaże a więc i tłumy gości. Tuż obok jest unikalny rezerwat Diaccia Botrona - widoczny spod zamku. Palude - podmokłe tereny z obfitoścą rzadkich okazów roślin, wodnego ptactwa (flamingi, białe czaple), oddzielone wydmą od morza. Trzeba tam pojechać. Jest kilka możliwości dojazdu w pobliże. Latem jednak może być bardzo dużo komarów, tak jak to było kiedyś na całej Maremmie, zanim została osuszona i przestała być regionem malarycznym.

Castiglione della Pescaia
Castello w Castiglione della Pescaia
Śliczna jest też pobliska Massa Marittima. Imponująca katedra, malownicze uliczki. Warto zajrzeć w te dwa miejsca. A przenocować w Locanda "Il Gabellino" w Boccheggiano, przy drodze 441, prowadzącej od Sieny.  Locanda prowadzona jest przez sympatyczną rodzinę. Dobre ceny, świetna kuchnia, a rano pobudka przez osła. Ceny hoteli w tej okolicy są dość wysokie, więc "Il Gabellino" tym bardziej warte polecenia. Za pokój jednoosobowy z łazienką trzeba zapłacić 30 €, a za 2-osobowy 50 € 
Massa Marittima
Żałuję, że nie zwiedziłam dokładnie Capalbio, które nawet podczas krótkiego przejazdu przez kawałek miasteczka wyglądało na warte obejrzenia. Mam nadzieję, że uda mi się to jeszcze zrobić, gdy wrócę do Maremmy w poszukiwaniu i butteri. Poprzednio musiałam poświęcić Capalbio na rzecz niewątpliwej atrakcji - Giardino dei Tarocchi w pobliskim Garavicchio.
Niki de Saint Phalle, międzynarodowej sławy rzeźbiarka, zainspirowana m.in parkiem Guell Gaudiego w Barcelonie i Parco dei Mostri w Bomarzo, przez kilkanaście lat tworzyła monumentalne rzeźby odnoszące się do figur tarota. Stanęły one na terenie o powierzchni 2 hektarów w Garavicchio. Znajdujące się wśród drzew na wzgórzu figury - 22 karty tarota o wysokości 12-15 m, pokryte są mozaiką z luster, szkła i ceramiki. Feeria kolorów i zaskakujących kształtów.

W monumentalnej pracy pomagał jej mąż, również rzeźbiarz, Jean Tinguely, jak również kilku innych znanych artystów, których mniejsze rzeźby rozrzucone są po całym parku.
Największa z figur - L'Imperatrice- Sfinge służyła artystce za mieszkanie. W jednej piersi jest kuchnia, w drugiej sypialnia. Wewnątrz rzeźby jest wszystko potrzebne do wygodnego mieszkania - zarówno łazienka, jak i kominek, taras z rozległym widokiem. Wszystko pokryte ułamkami luster. Chyba bym długo nie wytrzymała w takim błyszczącym otoczeniu.
Na płytach ścieżek tajemnicze znaki, historia życia narysowana na ceramicznych płytkach. Bardzo to wszystko ciekawe.
Artystka zmarła w 2002 r.
Imperatrice 

W maju 1998 r Giardino dei Tarocchi został otwarty dla publiczności i od tej pory przyjeżdżają tu tłumy turystów, szczególnie latem z pobliskiego wybrzeża. Ogród jest czynny od 1 kwietnia do 15 października od 14,30 do 19.30, natomiast od listopada do marca od 8,00 do 16,00 , poza niedzielami i sobotami w które wypada święto. W miesiącach zimowych, z woli fundatorki, w każdą pierwszą sobotę miesiąca wstęp jest wolny  w godz. 9,00-13,00.
Bilety normalne kosztują 10,5 euro, ulgowe (dla studentów, powyżej 65 lat i młodzieży od 7 do 16 lat) 6 euro. Dzieci do 7 lat oraz inwalidzi wstęp wolny. Grupy, co najmniej 25 osobowe mogą kupić bilety po 6 euro pod warunkiem, że dokonają rezerwacji z 10-dniowym wyprzedzeniem.
Na kafelkach historia życia Niki de Saint Phalle

,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz