Google+ Followers

sobota, 18 października 2014

Teatro del Silenzio

Pierwszemu koncertowi jaki dał Andrea Bocelli w swoim rodzinnym Lajatico towarzyszyła rzeźba Igora Mitoraja. Było to latem 2006 r. W następnym roku głowę Mitoraja zastąpiło "Il Grande sole" autorstwa Arnaldo Pomodoro. Scenografia zmienia się co roku, ale i tak symbolem Teatro del Silenzio jest rzeźba Mitoraja.
Polski rzeźbiarz jest bardzo ceniony we Włoszech. W tym roku w maju otwarta została wielka jego wystawa "Angeli" w Pizie, z okazji 950 lecia rozpoczęcia budowy słynnej pizańskiej katedry.
We Włoszech miał bardzo dużo wystaw - jak chociażby  ekspozycja w Valle dei Templi w Agrigento w 2011 r. Przez wiele lat mieszkał i tworzył w toskańskim miasteczku Pietrasanta, niedaleko Carrary. 
Zmarł  6 października w paryskim szpitalu w wieku 70 lat.
Cały czas mam przed oczami rzeźbę Mitoraja w miejscu gdzie podczas koncertu w Teatro del Silenzio jest estrada, na wodzie. Widziałam następne scenografie, ale tamta robiła największe wrażenie, choć była tak minimalistyczna.
Andrea Bocelli dał swojemu rodzinnemu miastu popularność nie tylko dlatego, że tu się urodził. Wraz z mieszkańcami Lajatico stworzył Teatro del Silenzio. Jeden koncert w roku, a potem przez 364 dni cisza. Silenzio to cisza.
Scena jest budowana ponad wodami małego jeziorka zwanego Pelago d'Uccelliera, które kiedyś służyło jako wodopój. Naturalne uksztaltowanie terenu pozwala utworzyć amfiteatr z miejscami dla kilku tysięcy widzów.
W 2007 r jadąc z Volterry w kierunku Pontederry zobaczyłam drogowskaz - Teatro del Silenzio. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co kryje się za tą nazwą. Intrygująca nazwa. Trzeba sprawdzić. Wśród toskańskich wzgórz, pól, z Monte Amiata na horyzoncie, u stóp miasteczka otoczona przez kamienne bryły, leżała na wodzie niebieska głowa pozbawiona części czaszki. To było  Teatro del Silenzio. Wrażenie niesamowite. Cisza była aż widoczna. Niedługo przedtem widziałam w rzymskiej bazylice Santa Maria degli Angeli rzeźbę Igora Mitoraja zatytułowaną San Giovanni Baptista.
Styl Mitoraja jest tak charakterystyczny, więc  od razu pomyślałam, że rzeźba w Teatro del Silenzio to też jego dzieło. I właśnie tak było.
W ubiegłym roku koncertowi towarzyszyły dwa monumentalne posągi przedstawiające nagich mężczyzn.
Akurat ta scenografia podobała mi się najmniej
Pierwszy koncert w Teatro del Silenzio zgromadził około 5 tys słuchaczy. Szybko ta liczba się podwoiła. Z maestro zawsze występują artyści o miedzynarodowej sławie, chór, orkiestra, tancerze. To ogromny urozmaicony spektakl.
Bilety nie należą do tanich. Nawet za miejsca stojące trzeba zapłacić - u polskiego sprzedawcy biletów 425 pln. Jeżeli chce się siedzieć, to najtaniej za około 750 pln, daleko od sceny. Żeby być w dobrym miejscu i blisko trzeba wydać 2- 5 tys.pln. Bilet executive w pakiecie z posiłkiem, przepustką VIP i parkingiem kosztuje 18890 pln. Jeszcze 4 miejsca są wolne. Ale ceny nie mają znaczenia dla wielbicieli głosu Andrei Bocellego, widownia jest zawsze wypełniona po brzegi. Trwa już sprzedaż biletów na przyszłoroczny koncert, który odbędzie się 2 sierpnia. To 10 koncert w tym urokliwym miejscu. "Turandot" Pucciniego będzie głównym motywem. Chciałabym pojechać...
Tak było w tym roku. Mediterranea, to nazwa tego projektu
Samo Lajatico jest niewielkim malowniczym miasteczkiem na szczycie wzgórza, do którego prowadzi kręta droga obsadzona cyprysami. Jak to w Toskanii ...
 
           


W Lajatico, tak jak w prawie każdym włoskim miasteczku, organizuje się festy. Każdy powód jest dobry. Spotkałam już święto ślimaka, pomarańczy, calzone, trufli, grissini, czekolady, kasztanów, flaków,dorsza smażonego, karczochów,polenty itp. Całe miasto się spotyka, jest jedzenie, picie, tańce, turyści mają atrakcje. Świetna zabawa. W Lajatico w czerwcu jest Festa della Bruschetta. Bruschetta to typowo toskańskie antipasto  tzw cucina povera, kuchnia uboga. Kiedyś było to pożywienie wieśniaków podczas pracy w polu, dzisiaj znajduje sie w menu najwytworniejszych restauracji.
Jak każda prosta włoska potrawa jest niezwykle smaczna, właśnie dzięki swej prostocie. To kawałek wiejskiego chleba, przypieczony, natarty czosnkiem, pokropiony oliwą i posypany kawałeczkami pomidora. Sól, pieprz i to wszystko. Można robić bruschetty z przeróżnymi produktami - bakłażanami, wędlinami, raz nawet w okolicy Montepulciano jadłam bruschettę z cieniutkim płatkiem słoniny, ale najlepsza jest klasyczna z pomidorem.
W końcu czerwca, w wiosce La Sterza, niedaleko Lajatico, odbywa się  Festa sull'Aia z paradą starych traktorów, starych maszyn rolniczych ( w tym roku atrakcją była młocarnia), tradycyjną kuchnią, wspólnym jedzeniem i tańcami. W październiku jest Sagra della Castagne, czyli święto kasztanów. Właśnie teraz jest sezon na kasztany, wszędzie dymią specjalne piecyki, w których na ulicy piecze się kasztany.
Zazdroszczę włoskiej prowincji tych tradycji, promowania lokalnej kuchni, lokalnych produktów.
Jeszcze kilka zdjęć z okolic Lajatico. Lubię tam wracać. 
wiosną...
jesienią...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz